Odcięci. Jak żyją ludzie niezależni od elektrowni?
Ze zdumieniem dowiedziałem się z mikołajkowego numeru “New Scientist”, że aż 40 tysięcy gospodarstw domowych w pochmurnej Wielkiej Brytanii jest odciętych od dostaw energii elektrycznej i zasila się samodzielnie energią słoneczną (i na wiele innych ekologicznych sposobów). W USA takich domów jest pięć razy więcej. To naprawdę działa?
Dziennikarka “New Scientist”, nomen omen, Gaia Vince opisuje samowystarczalne energetycznie domy ekologicznych maniaków. Okazuje się, że ci biedni ludzie (jak sądziłem) świetnie sobie radzą.
Tymczasem prąd ma straszliwie zdrożeć w przyszłym roku (prawdopodobnie także w Polsce).
Ten tekst nie jest o milionach ludzi żyjących na całym świecie bez dostępu do mediów, ani o tych, którym elektrownia odcina prąd z jakiegoś powodu. Vince pisze o ludziach, którzy z własnego wyboru uniezależnili się od dostaw energii – z powodów ideologicznych, a przede wszystkim – ekonomicznych. I żyją w sytych społeczeństwach Zachodu w tradycyjnie rozrzutny sposób.
- Mamy pięć komputerów, dwa skanery, dwie lodówko-zamrażarki, kuchenkę mikrofalową, piekarnik elektryczny, odkurzacze – wszystko, co chcesz. Na dachu jest antena telefonii komórkowej i antena satelitarna do łączenia się z internetem – wymienia jeden z rozmówców dziennikarki. – Mam 70 kWh zmagazynowanych w bateriach, co wystarczyłoby na pięć dni. Po prostu za dużo mam tej elektryczności – wyjaśnia. – Zdarza się zresztą, że wyłączają ci prąd. A ja lubię to poczucie pewności z posiadania własnego “koncernu energetycznego” – mówi.
- I nie zapłaciłem rachunku za prąd od 1970 roku – dodaje.
Kiedyś od dostaw mediów odcinali się tylko hipisi i inni eko-dziwacy. Teraz dziesiątki tysięcy gospodarstw domowych w USA używają dodatkowych źródeł energii, żeby płacić niższe rachunki. A aż 200 tysięcy całkowicie odcięło się od sieci. Ekologiczne powody oczywiście się nie zdezaktualizowały.
- To wspaniałe uczucie, używać czystej, darmowej energii, która nie pochodzi z paliw kopalnych – emocjonuje się inna rozmówczyni Gaii Vince, mieszkająca na walijskiej wsi pisarka.
Ale już dawno nie chodzi wyłącznie o efekt cieplarniany i inne wielkie słowa. To po prostu oszczędność. Zdarza się też, że koszty podłączenia do sieci domu na odludziu są wystarczającym argumentem do zainwestowania w energetyczną niezależność.
Jak to zrobić, żeby nie musieć płacić za prąd?
Zaczyna się od zlikwidowania marnotrawstwa. W dobrze izolowanym budynku zużycie energii spada niesłychanie. Źródłem prądu są oczywiście panele słoneczne, ale domy poza miastem bywają zasilane również wiatrakami i małymi elektrowniami wodnymi. Wybór zależy od tego, gdzie się mieszka (generalnie, im zimniej i ciemniej, tym trudniej, ale w bardzo ciepłym klimacie dużo energii pochłania klimatyzacja).
Dodatkowo, wodę można ogrzewać bezpośrednio dzięki energii słonecznej. No i jest też geotermia.
W razie niewystarczających zasobów, można się trochę dogrzewać (oczywiście biomasą), a radykalni przeciwnicy rachunków zapewniają sobie nie tylko własny system kanalizacji, ale także samodzielnie utylizują odpady.
Przy czym, o ile inne rozwiązania wymagają bardziej lub mniej intensywnej obsługi, prawidłowa instalacja baterii słonecznych i akumulatorów to zazwyczaj jednorazowy wysiłek organizacyjny i finansowy, a potem można się już cieszyć własną energią.
Nie ma nic za darmo…
Moje zaskoczenie liczbą tych odciętych od sieci ludzi wynika z tego, że energię słoneczną wcale nie jest tak łatwo pozyskiwać. Jeszcze niedawno naukowcy cieszyli się zbudowaniem ogniw o efektywności powyżej 5 procent. Ostatnio dobili do 25 proc. i dużo więcej już nie będą w stanie wycisnąć z ogniw krzemowych.
Teraz to się zmienia dzięki specjalnym powłokom z metamateriałów, które nie pozwalają uciekać światłu i dzięki wielu latom ciężkiej pracy nad przyzwoitymi ogniwami. Ale nadal panele słoneczne są dosyć nieporęczne i są dosyć drogie, a elastyczne, cienkie i wydajne nowinki długo jeszcze będą obłaskawiać rynek.
Przez ten czas “darmową” energię słoneczną promowano bardzo intensywnie, ale jakoś samochody na słońce nie upowszechniły się (nawet w ciepłych krajach), co dobrze ilustruje ograniczenia tej technologii.
Ale przemyślana polityka robi swoje. W Niemczech (i w nielicznych stanach USA) hojnie premiuje się użytkowników, którzy wyprodukowany przez siebie prąd dostarczają do sieci, podobne rozwiązanie ma wprowadzić również Wielka Brytania.
technoblog.pl
Dodaj komentarz
You must be logged in to post a comment.